KWITNĄCE WIŚNIE
Mikro opowieści KWITNĄCE WIŚNIE Kiedy byłem jeszcze małym chłopcem, takim malutkim zupełnie jak pestka wiśni jeździłem co roku z rodzicami wczesną wiosną daleko za miasto, na prawdziwą wieś. Z dala od głównej drogi, tam gdzie nie było żadnego sklepu, a autobus pojawiał się tylko dwa razy na dzień stało duże gospodarstwo. Wielkie obejście z pstrokatymi kwiatkami przed gankiem, ogromną jak osiedlowe boisko stodołą i starym psem, który warczał na dzieci. Siwy gospodarz wychodził przed dom i wyciągał na nasze powitanie szorstką od pracy dłoń. Pachniał wsią i wszystkim tym, co go otaczało. Rodzice znikali z gospodarzem w domu, a ja zostawałem sam na podwórku. Choć otoczenie gwarne było od odgłosu przeróżnych stworzeń i kuszące mnóstwem zakamarków, wraków starych maszyn oraz licznych drzwiczek do zagród i komórek nie pociągało mnie aż tak bardzo. Bowiem to, co najbardziej mnie ciekawiło znajdowało się za tą wielką stodołą. Rozległy sad pełen kwitnących wiśniowych drzew...